Dla wielu rodzin mieszkających za granicą moment rozpoczęcia edukacji przedszkolnej wiąże się z dodatkowym pytaniem: czy zapisać dziecko również do polonijnego przedszkola?

To decyzja, która bardzo często łączy w sobie wiele emocji. Z jednej strony chcemy, aby dziecko miało kontakt z językiem polskim, znało swoje korzenie, swobodnie rozmawiało z dziadkami i kuzynostwem. Z drugiej strony pojawia się codzienna logistyka, dodatkowe dojazdy, zmęczenie dziecka i pytanie, czy w całym tygodniu jest jeszcze przestrzeń na kolejne zajęcia.

Jako pedagog, nauczyciel, ale również mama dzieci wychowujących się w dwujęzycznym środowisku, patrzę na ten temat z kilku perspektyw jednocześnie.

I chyba od tego warto zacząć: nie ma jednej dobrej decyzji dla wszystkich rodzin.

Każda rodzina ma swoją historię, rytm tygodnia, możliwości i potrzeby. Dla jednych polonijne przedszkole będzie naturalnym i bardzo wartościowym elementem codzienności. Dla innych może okazać się zbyt dużym obciążeniem organizacyjnym.

Warto więc podjąć tę decyzję nie dlatego, że „tak trzeba”, ale dlatego, że rzeczywiście pasuje do życia konkretnej rodziny.

Kiedy dziecko mówi „Nie chcę tam chodzić”

To bardzo częsta sytuacja i wcale nie musi oznaczać, że dziecko odrzuca język polski albo polonijne przedszkole.

Dziecko w wieku przedszkolnym nie potrafi jeszcze precyzyjnie nazwać swoich emocji i tego, co przeżywa. Nie powie nam: „To dla mnie za dużo zmian”, „Nie czuję się jeszcze bezpiecznie”, „Nie znam tych dzieci”, „Jestem zmęczony po całym tygodniu” albo „Potrzebuję więcej czasu”.

Najczęściej powie raczej: „Nie chcę tam iść”, „To głupie przedszkole” albo „Nie lubię tam chodzić”.

W takich momentach nie próbowałabym od razu przekonywać dziecka, że przecież tam jest fajnie. Najpierw warto spróbować zrozumieć, co właściwie stoi za tym komunikatem.

Najważniejsze jest to, aby dziecko czuło, że jego emocje są zauważone i akceptowane. Możemy powiedzieć: „Rozumiem, że to nowe miejsce i jeszcze nie czujesz się tam tak dobrze jak w swoim przedszkolu”. Dopiero potem możemy wspólnie szukać rozwiązania.

Nowe miejsce trzeba najpierw oswoić

Jeżeli planujemy rozpoczęcie polonijnego przedszkola, bardzo pomocne jest wcześniejsze zapoznanie dziecka z tym miejscem.

Jeżeli placówka daje taką możliwość, warto przyjść wcześniej, zobaczyć salę, poznać nauczyciela czy nauczycielkę, obejrzeć zabawki i przestrzeń, w której będą odbywały się zajęcia.

Można również spróbować wcześniej poznać innych rodziców i dzieci. Dzięki temu pierwszy dzień nie jest wejściem do całkowicie obcego świata.

W domu też warto powoli oswajać temat. Bez nadmiernego tłumaczenia i bez budowania presji. Unikałabym zdań typu: „Musisz chodzić do polskiego przedszkola”, „Tak zdecydowaliśmy i koniec”, „Musisz nauczyć się polskiego”.

Znacznie lepiej zadziała zaciekawienie dziecka: „Poznasz nowe dzieci”, „Tam też są dzieci, które mówią po polsku”, „Będziecie się bawić, śpiewać i robić różne ciekawe rzeczy”.

Małe dziecko nie potrzebuje rozumieć długoterminowych korzyści z dwujęzyczności. Potrzebuje dobrych emocji związanych z miejscem.

Motywacja zaczyna się od relacji

Dorośli bardzo często zastanawiają się, jak zmotywować dziecko do chodzenia do polonijnego przedszkola. Tymczasem największą motywacją małego dziecka są relacje.

Dziecko zacznie chętnie wracać wtedy, kiedy polubi nauczyciela, znajdzie kolegę, będzie czekało na ulubioną zabawę, piosenkę czy konkretny rytuał. To nie argumenty dorosłych budują więź z miejscem. Budują ją doświadczenia.

Dlatego jeżeli dziecko mówi: „Chcę chodzić tylko do mojego przedszkola”, warto pamiętać, że jego główne przedszkole jest już miejscem znanym i przewidywalnym.

Dziecko wie, gdzie jest jego szafka, zna dzieci, zasady, nauczycieli i rytm dnia. Polonijne przedszkole dopiero musi stać się „jego miejscem”.

Nie warto więc budować konkurencji pomiędzy tymi dwiema przestrzeniami. Możemy pokazać dziecku, że ma dwa ważne miejsca, które dają mu inne doświadczenia.

„Nie rozumiem po polsku”

Rodzice bardzo często niepokoją się również wtedy, kiedy dziecko mówi, że nie rozumie po polsku albo nie chce w tym języku odpowiadać.

Takie zdanie nie zawsze oznacza, że dziecko rzeczywiście nie rozumie. Często oznacza po prostu, że nie czuje się jeszcze zbyt pewnie.

W rozwoju dwujęzycznym dziecko może przez pewien czas głównie słuchać, obserwować i budować słownik bierny. Rozumie więcej, niż jest w stanie powiedzieć.

To naturalny proces i nie warto go przyspieszać presją. Nie zmuszajmy dziecka do mówienia po polsku.

Dużo ważniejsze jest to, żeby język był cały czas obecny w jego codzienności. Mówmy po polsku, czytajmy książki, śpiewajmy piosenki, oglądajmy rodzinne zdjęcia, wspominajmy miejsca i ludzi ważnych dla naszej historii.

Język powinien mieć swoją relację

W rodzinach dwujęzycznych, w których jedno z rodziców pochodzi z Polski, a drugie z innego kraju, bardzo ważne jest to, aby każdy z rodziców miał przestrzeń na swój język ojczysty.

Nie oznacza to oczywiście sztywnej zasady, której nigdy nie można złamać. Nie chodzi o to, żeby codzienność stała się językowym regulaminem. Chodzi raczej o pewną konsekwencję.

Jeżeli mama jest Polką, może naturalnie mówić do dziecka po polsku. Jeśli tata posługuje się innym językiem ojczystym, może tworzyć swoją relację w swoim języku.

Ważne, żeby nie mieszać języków cały czas naprzemiennie bez potrzeby. Dla dziecka język może być mocno związany z konkretną osobą, sytuacją i emocją.

Może to być wieczorne czytanie z mamą po polsku, rozmowa przy śniadaniu, wspólne gotowanie, telefon do babci, piosenki w samochodzie czy rodzinna książka.

Nie ma jednego idealnego modelu. Wszystko powinno być dopasowane do konkretnej rodziny.

Język to także historia rodziny

Jednym z najpiękniejszych sposobów budowania języka jest opowiadanie dziecku własnej historii.

Możemy wracać do bajek z naszego dzieciństwa, książek, które sami lubiliśmy, i piosenek, które pamiętamy.

Podczas wakacji możemy pokazać dziecku szkołę, do której chodziliśmy, nasze dawne przedszkole, ulicę z dzieciństwa albo miejsce, w którym bawiliśmy się z kolegami.

To są niezwykle silne kotwice. Nie tylko językowe. Takie historie budują relację pomiędzy rodzicem a dzieckiem.

Rodzic otwiera przed dzieckiem fragment swojego świata, swoich doświadczeń i wspomnień. A dzieci bardzo lubią słuchać o tym, jacy byliśmy, kiedy byliśmy mali.

W ten sposób język polski przestaje być tylko językiem do nauczenia. Staje się językiem serca.

Rodzic też ma prawo do emocji

Nie można pominąć jeszcze jednego ważnego tematu: emocji rodzica.

Jeżeli dziecko protestuje przed polonijnym przedszkolem, odmawia mówienia po polsku albo coraz częściej odpowiada tylko w języku kraju, w którym mieszka, u rodzica bardzo często pojawia się rozczarowanie. A czasem również poczucie winy. Ale warto pamiętać, że dziecko nie odrzuca rodzica. Nie warto więc rozpoczynać walki o język.

Jeśli polski zacznie kojarzyć się z poprawianiem, presją, pretensjami i napięciem, może pojawić się blokada.

Dużo lepiej zadbać o to, żeby język miał dobre skojarzenia: z bliskością, humorem, rodziną, wakacjami, rozmową z dziadkami i książką przed snem.

Rutyna i przewidywalność dają bezpieczeństwo

Z mojej pedagogicznej perspektywy bardzo ważna jest również rutyna.

Dziecko znacznie spokojniej funkcjonuje wtedy, kiedy wie, co wydarzy się za chwilę. Wie, jak wygląda poranek, kiedy wychodzimy, co wydarzy się po drodze i kiedy rodzic po nie wróci.

Codzienne rytuały pomagają również podczas rozstań.

Warto pamiętać, że dzieci bardzo dokładnie odczytują nasze emocje. Nawet jeśli niczego nie mówimy, widzą nasze napięcie i niepewność.

Dlatego dobrze jest przyjrzeć się również sobie. Czy ja mam zaufanie do tego miejsca? Czy wierzę, że moje dziecko sobie poradzi? Czy daję mu przestrzeń na własny proces adaptacji?

Na początku dziecko może potrzebować więcej czasu. I to jest w porządku.

Adaptacja to gra zespołowa

Bardzo ważna jest współpraca z nauczycielami.

Rodzic zna swoje dziecko najlepiej. Nauczyciel zna grupę, środowisko i proces adaptacji.

Dlatego warto rozmawiać jeszcze przed pierwszymi zajęciami. Powiedzieć, jak dziecko reaguje na nowe sytuacje, co pomaga mu się uspokoić, czy łatwo wchodzi w relacje i jak funkcjonuje język polski w domu.

Jeżeli dziecko tego potrzebuje, może również zabrać ze sobą coś, co będzie małym łącznikiem z domem: ulubionego misia, małą poduszkę czy inny drobiazg dający poczucie bezpieczeństwa.

Jeżeli natomiast rodzice mają swoje obawy, rozmawiajmy o nich z pedagogiem, ale nie przy dziecku. Dorosłe rozmowy powinny zostać między dorosłymi.

Kiedy warto poszukać wsparcia

Nie każda niechęć do polonijnego przedszkola jest powodem do niepokoju.

Jeżeli jednak trwa przez dłuższy czas, jest bardzo silna i pojawiają się dodatkowe objawy, takie jak wycofanie, silny lęk, problemy ze snem, bóle brzucha czy wyraźne pogorszenie samopoczucia, warto przyjrzeć się sytuacji dokładniej.

Nie zawsze problemem jest język. Nie zawsze problemem jest przedszkole. Być może dziecko jest po prostu przeciążone. Być może ma za dużo zajęć albo potrzebuje więcej odpoczynku.

Warto wtedy porozmawiać z nauczycielem czy pedagogiem i wspólnie zastanowić się, gdzie leży przyczyna.

Najważniejsze jest jedno: nie zmuszajmy dziecka. Najpierw próbujmy zrozumieć, co stoi za jego zachowaniem.

Jeżeli zależy nam na tym, aby dziecko znało nasz język ojczysty, rozumiało go i z czasem swobodnie się nim posługiwało, najlepiej budować ten język poprzez relacje, emocje i codzienne doświadczenia.

Bo język ojczysty to przecież nie tylko słowa. To język naszych przeżyć, naszego dzieciństwa, naszych wspomnień i rodzinnych historii.

I być może właśnie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Nie przekazujemy dziecku tylko języka. Przekazujemy mu kawałek siebie.

Na początku nowego roku szkolnego trzymam mocno kciuki za wszystkie dzieci rozpoczynające swoją przedszkolną i szkolną przygodę, także tę polonijną.

Życzę im przede wszystkim dobrego początku, poczucia bezpieczeństwa, nowych relacji i wielu pięknych doświadczeń.

O autorce

Joanna Pacula-Nowak – pedagog Montessori, oligofrenopedagog, trener umiejętności społecznych oraz nauczycielka w Specjalnym Zentrum Pedagogicznym w Wiedniu. W swojej pracy koncentruje się na świadomym rodzicielstwie, neuroróżnorodności, wspieraniu samodzielności dzieci, komunikacji i budowaniu odporności psychicznej.

Autorka książek i projektów edukacyjnych, twórczyni marki ZenMama, wspierającej rodziców w budowaniu spokojnych, opartych na relacji więzi z dziećmi. Prywatnie mama dwóch dwujęzycznych synów.

Kontakt: zenmama.pl | Instagram – ZenMama