Wielu rodziców wychowujących dzieci poza Polską zna ten moment bardzo dobrze: dziecko coraz lepiej odnajduje się w austriackiej szkole, mówi po niemiecku z rówieśnikami, ma swoje zajęcia, obowiązki i przyjaciół – a język polski zaczyna być przez nie postrzegany jako coś dodatkowego, trudnego albo mniej potrzebnego. Pojawiają się zdania: „Nie chcę już chodzić do polskiej szkoły”, „Po co mi polski?”, „Mam już jedną szkołę”, „W sobotę chcę mieć wolne”.
Dla rodziców takie słowa bywają bolesne, bo język polski często oznacza nie tylko komunikację, lecz także więź z rodziną, kulturą, historią i własnymi korzeniami. Jednocześnie dzieci i młodzież mają swoje realne potrzeby: odpoczynek, kontakt z rówieśnikami, poczucie sprawczości i sensu. Jak więc rozmawiać o języku polskim, żeby nie stał się źródłem konfliktu? Jak motywować dziecko w wieku szkolnym, a jak nastolatka? Jakich argumentów mogą używać rodzice, aby pokazać, że polski nie jest tylko obowiązkiem, lecz także zasobem na przyszłość?
Rozmowa Natalie Kosch z Joanną Paculą-Nowak, pedagogiem, nauczycielką, edukatorką i twórczynią marki ZenMama
Natalie Kosch: Jak rozumieć sytuację, w której dziecko w wieku szkolnym mówi, że nie chce chodzić do szkoły polonijnej lub na zajęcia z języka polskiego, czy częściej chodzi o język, zmęczenie, brak czasu, czy może o potrzebę większej autonomii?
Joanna Pacula-Nowak: Gdy słyszymy taką wypowiedź z ust naszego nastolatka, pierwsze, co powinniśmy pomyśleć, to że jest to całkowicie normalne, słysząc to od dziecka w tym wieku. Bardzo często mama albo tata przychodzą do mnie z poczuciem, że wydarzyło się coś bardzo trudnego i że wszystko stracone.
To, że dziecko mówi „nie chcę”, wcale nie oznacza, że odrzuca język polski, polską kulturę czy swoje korzenie. Najczęściej oznacza, że dorasta. Zmieniają się jego potrzeby, coraz większą rolę odgrywają rówieśnicy, pojawia się potrzeba samodzielności i decydowania o sobie. To naturalny etap rozwoju.
Pracując z dziećmi i rodzinami w Austrii, bardzo często obserwuję jeszcze jedną rzecz. Dziecko przez pięć dni funkcjonuje w austriackim systemie edukacji. Ma lekcje, zadania domowe, trening piłki nożnej, zajęcia muzyczne czy spotkania z kolegami. Sobota albo popołudnie po szkole to często jedyny moment, kiedy chciałoby po prostu odpocząć. I naprawdę warto spojrzeć na tę sytuację również jego oczami.
Dlatego zawsze zachęcam rodziców, żeby zamiast od razu przekonywać dziecko, najpierw spróbowali zrozumieć, co kryje się za jego słowami. Można spokojnie zapytać: „Powiedz mi, co jest dla ciebie najtrudniejsze?” albo „Co sprawia, że nie masz ochoty tam chodzić?”.
Czasami odpowiedź bardzo nas zaskakuje. Okazuje się, że problemem wcale nie jest język. Dziecko może czuć się zmęczone, nie mieć jeszcze bliskiego kolegi w grupie, stresować się czytaniem po polsku albo po prostu tęsknić za wolnym weekendem.
I jeszcze jedna ważna rzecz. Bardzo często rodzice odbierają słowa dziecka osobiście. Czują, że skoro ono nie chce chodzić do szkoły polonijnej, to odrzuca również ich język i ich wartości. A ja zawsze powtarzam: nie mieszajmy tych dwóch rzeczy. Dziecko nie odrzuca rodzica. Ono komunikuje swoją potrzebę. Naszym zadaniem jest tę potrzebę usłyszeć, a dopiero później wspólnie szukać rozwiązania.
NK: Jakich argumentów mogą użyć rodzice wobec młodszych dzieci, szczególnie w wieku szkoły podstawowej, aby pokazać im, że język polski jest ważny, ale nie przedstawiać go wyłącznie jako obowiązku?
JPN: Tutaj chyba najbardziej chciałabym uspokoić rodziców. My, dorośli, bardzo często próbujemy przekonać dzieci argumentami, które dla nas są logiczne, ale dla ośmio- czy dziewięciolatka są po prostu zbyt odległe.
Mówimy do dziecka „Kiedyś ci się to przyda”, „Będziesz miał lepszą pracę”, „Znajomość języków to inwestycja w przyszłość”. To wszystko jest prawdą. Tylko że dziecko żyje tu i teraz. Jego świat to dzisiejszy dzień, koledzy, ulubiona gra, trening piłki, wycieczka klasowa czy wspólne popołudnie z rodzicami. Dlatego zamiast przekonywać, że polski będzie ważny za dwadzieścia lat, pokażmy mu, dlaczego jest ważny już dziś.
Może dzięki niemu swobodnie porozmawia z babcią i dziadkiem. Może przeczyta książkę, którą kiedyś czytała mama. Może podczas wakacji sam zamówi lody albo porozmawia z kuzynami bez tłumacza. Takie sytuacje dziecko rozumie.
I jeszcze jedna rzecz. Bardzo uważam na słowo „musisz”. Kiedy język zaczyna kojarzyć się wyłącznie z obowiązkiem, dziecko coraz częściej buduje wobec niego opór. A przecież nam zależy na czymś zupełnie innym. Chcemy, żeby język polski kojarzył mu się z domem, bezpieczeństwem, rodziną i dobrymi wspomnieniami.
Nie chodzi więc o to, żeby dziecko codziennie słyszało, jak ważny jest język polski. Chodzi o to, żeby miało okazję doświadczyć, że dzięki niemu może przeżyć coś wartościowego.
NK: Kiedy rodzice powinni zachować konsekwencję i nadal zachęcać dziecko do udziału w zajęciach, a kiedy warto zmienić formę nauki, grupę, tempo albo zrobić przerwę?
JPN: To jest pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, bo każda rodzina jest inna. Ale jest jedna rzecz, którą zawsze powtarzam rodzicom: warto odróżnić chwilowy kryzys od długotrwałego przeciążenia. Każde dziecko ma prawo powiedzieć „Dzisiaj mi się nie chce”. Tak samo jak nam, dorosłym, zdarzają się dni, kiedy najchętniej zostalibyśmy w domu. To jeszcze nie jest sygnał, żeby rezygnować z czegoś, co do tej pory dobrze funkcjonowało.
Jeżeli jednak od kilku miesięcy widzimy, że każda sobota kończy się konfliktem, dziecko jest wyczerpane, płacze, przestaje czerpać radość z nauki i nie pomaga żadna rozmowa, warto się zatrzymać.
Może grupa nie jest dobrze dopasowana. Może zajęcia są zbyt szkolne. Może dziecko potrzebuje więcej konwersacji, projektów, wyjść, spotkań z rówieśnikami, a mniej siedzenia w ławce.
Ja bardzo wierzę w elastyczność. Czasami zmiana nauczyciela, grupy czy sposobu pracy potrafi całkowicie odmienić nastawienie dziecka.
Natomiast bardzo ostrożnie podchodzę do całkowitej rezygnacji z języka. Bo później, po roku czy dwóch, znacznie trudniej jest wrócić do regularnego kontaktu z polskim. Dlatego zanim podejmiemy taką decyzję, poszukajmy innych rozwiązań.
NK: Jak rozmawiać z nastolatkiem, który pyta „Po co mi polski?”, „Co mi to da?” albo mówi, że nie czuje związku z Polską?
JPN: To jest moment, w którym wielu rodziców popełnia jeden błąd i zaczyna przekonywać. A nastolatki nie lubią być przekonywane. One chcą być traktowane poważnie. Jeżeli piętnastoletni chłopak pyta „Po co mi polski?”, to naprawdę nie pyta o gramatykę. On pyta o sens. I ma do tego pełne prawo. I wtedy możemy mówić o swoich doświadczeniach. O rodzinie. O dziadkach. O tym, co daje znajomość dwóch języków. Ale bez moralizowania. Młodzi ludzie bardzo szybko wyczuwają, kiedy ktoś próbuje ich do czegoś przekonać na siłę. Natomiast bardzo chętnie słuchają prawdziwych historii. Ja często mówię nastolatkom, że dwujęzyczność nie zamyka żadnych drzwi. Ona je otwiera.
NK: Jak wspierać młodzież w budowaniu własnej dwujęzycznej lub wielokulturowej tożsamości, jeśli młody człowiek nie chce, żeby polskość była mu narzucana przez rodziców?
JPN: To bardzo delikatny moment. Nastolatek buduje swoją tożsamość i naturalne jest, że chce sam zdecydować, kim jest. Nie walczyłabym więc o etykiety. Nie pytałabym „Czujesz się bardziej Polakiem czy Austriakiem?”. Bo odpowiedź może zmieniać się przez wiele lat. Ja wolę pokazywać młodym ludziom, że nie muszą wybierać. Mogą być i Polakami, i Austriakami. Mogą czuć się dobrze w obu kulturach. Mogą mieć dwa domy. To ogromne bogactwo. Im mniej presji ze strony dorosłych, tym większa szansa, że młody człowiek sam zacznie odkrywać swoje korzenie.
NK: Jakie formy nauki polskiego są najbardziej odpowiednie dla nastolatków?
JPN: Nie ma jednej odpowiedzi. Nie każde dziecko odnajdzie się w szkole polonijnej. I to jest w porządku. Jedni będą świetnie funkcjonowali podczas zajęć grupowych. Inni wolą konwersacje. Jeszcze inni bardziej zainteresują się filmem, muzyką, literaturą, podcastami czy mediami społecznościowymi. Najważniejsze jest to, żeby język żył.
NK: Co powiedzieć rodzicom, którzy boją się, że jeśli dziś odpuszczą, ich dziecko na zawsze straci język polski?
JPN: Jako pedagog, ale i mama dzieci wychowujących się w środowisku dwujęzycznym, również bardzo dobrze znam te emocje. Chcemy przekazać dzieciom coś, co jest dla nas bardzo ważne. Nasz język, naszą historię, nasze wspomnienia. I czasami boimy się, że to nam się może wymknąć. Ja jednak bardzo wierzę w relację. Jeżeli dziecko przez całe dzieciństwo doświadczało języka polskiego jako języka bliskości, rozmów, rodzinnych spotkań i dobrych emocji, to nawet jeśli w pewnym momencie zrobi krok w tył, bardzo często do niego wraca.
Gdybym miała zostawić rodziców z jedną myślą po tej rozmowie, powiedziałabym właśnie to, że dwujęzyczności nie buduje się przez presję. Buduje się każdego dnia, małymi krokami, poprzez relacje, wspólne doświadczenia i poczucie bezpieczeństwa.
Język polski to nie tylko słowa. To rozmowy z dziadkami, rodzinne historie, wakacje, wspomnienia i poczucie przynależności. To część tożsamości naszych dzieci, ale także most, który może łączyć je z rodziną, kulturą i własnymi korzeniami przez całe życie.
Życzę wszystkim rodzicom mieszkającym poza Polską dużo cierpliwości, spokoju i zaufania do tego procesu.
A wszystkim dzieciom i młodzieży rozpoczynającym nowy rok szkolny, zarówno w szkołach austriackich, jak i polonijnych, życzę odwagi, ciekawości świata, dobrych nauczycieli, pięknych przyjaźni i radości z odkrywania dwóch języków oraz dwóch kultur.
O autorce: Joanna Pacula-Nowak | ZenMama
Pedagożka, edukatorka, autorka książek i twórczyni programów edukacyjnych. Pedagożka Montessori, oligofrenopedagożka, trenerka umiejętności społecznych TUS oraz certyfikowana trenerka odporności psychicznej MTQ Plus. Twórczyni marki edukacyjnej ZenMama (zenmama.pl) oraz prezeska Fundacji Bądź PRO. Na co dzień pracuje w specjalnym ośrodku edukacyjnym dla dzieci w Wiedniu oraz jako edukatorka kulturalna w Mozarthaus Vienna.
Specjalizuje się w świadomym rodzicielstwie, neuroróżnorodności oraz wspieraniu rozwoju emocjonalnego i społecznego dzieci. Prowadzi szkolenia, warsztaty i wykłady dla rodziców, nauczycieli, dzieci i młodzieży, przekładając wiedzę pedagogiczną na praktyczne rozwiązania wspierające codzienne życie rodzin. Prywatnie mama dwóch chłopców.


